27 listopada

27/11/2013

Lubią mnie. W końcu mnie ktoś lubi i chce mojego towarzystwa. Po latach wykluczenia, krzywych spojrzeń, obgadywań, ignorowań, wreszcie jestem lubiana. Nauczyłam się nie przejmować tym, że przerwy przeważnie spędzałam sama, po szkole byłam sama, nie chodziłam na imprezy, na wf-ie do drużyny brano mnie jako ostatnią. Starałam się nie zauważać lub nie brać do siebie znaczących spojrzeń wywołanych moim zachowaniem, moim brakiem zaangażowania, moim odsunięciem się. Jednak to wszystko jakoś na mnie oddziaływało i teraz, gdy tego nie ma, czuję się lżejsza. I w dodatku lubią mnie tu. Wróciłam wczoraj z zajęć i był znajomy współlokatora. Jak mnie zobaczył, dał mi buziaka w policzek. To miłe, że ucieszyła go moja obecność. Prawie zawsze, gdy wracam do mieszkania ktoś krzyczy: „Siema!” albo „O! Marta, wróciłaś”. Lepiej niż w domu, gdzie są tylko ponure twarze i wzrok spod byka. Jestem tu szczęśliwsza niż wtedy, gdy mieszkałam z rodziną.

Reklamy

Jedna odpowiedź to “27 listopada”

  1. CzarnaOwca said

    Mam takie same odczucia ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: